Idealny prezent na święta!
Witam, moi mili! Przybywam z miniaturką! Dramione, oczywiście.
Nie mam żadnych ważnych dla Was ogłoszeń, więc od razu zapraszam do czytania!
PS. Łaaaa, pierwszy raz napisałam taki krótki wstęp. Brawa dla Mnie! xD
------------------------------------------------------------
- Nie, Ginny, dzisiaj dopiero dostarczono przesyłkę. Tak, jest świetna. Nie mogę się doczekać aż ją założę - zachwycała się Hermiona, rozmawiając z przyjaciółką przez telefon i patrząc z zachwytem na suknię.
- Ja też nie mogę się doczekać aż ją założysz! Będziesz najpiękniejsza na tym wieczorze! - ekscytowała się Ruda.
- Przesadzasz. Okay, kochana, ja kończę, bo jutro muszę wcześniej wstać - westchnęła kasztanowłosa.
- No to do jutra! - krzyknęła jeszcze Ginny, zanim się rozłączyła.
Panna Granger pokręciła głową ze śmiechem, po czym poszła wziąć gorącą kąpiel. Później wlazła pod kołdrę i niemal natychmiast zasnęła.
Nazajutrz Hermiona obudziła się wypoczęta i gotowa do działania, a konkretnie - do biegania, jak to miała w zwyczaju.
Po wykonaniu porannej toaletki, ubrała się w spodenki dresowe oraz koszulkę, a na to zarzuciła bluzę, również dresową. Włosy związała w wysokiego kucyka i wyszła z domu. Przeszła przez furtkę i z odetchnięciem świeżego powietrza, ruszyła przed siebie. Najpierw biegła powoli, ale potem już nie miała wpływu na własne ciało. Jej tempo zwiększało się z minuty na minutę.
Po jednogodzinnym biegu, zmęczona usiadła na ławce w parku i oparła o nią plecami. Głowę odchyliła do tyłu i zamknęła oczy. Znów usłyszała śpiew ptaków, mimo, że w parku było pełno ludzi. Uśmiechnęła się sama do siebie. Uwielbiała to miejsce. Mimo, że jest tu bardzo krótko, to już zdążyła pokochać to miejsce. Uwielbiała tu przesiadywać i rozmyślać nad nurtującymi ją pytaniami. Tu mogła w spokoju pomyśleć.
W końcu wstała z zamiarem wrócenia do domu, ale zobaczyła coś, czego nie miała ochoty widzieć.
Draco Malfoy, jak gdyby nigdy nic, biegł z jakąś kobietą o rudych włosach, gawędząc z nią wesoło.
Hermiona pokręciła głową ze smutkiem, po czym truchtem ruszyła do domu. Jedynie pewna myśl nie dawała jej spokoju. Nawet taki idiota, jak Malfoy, umie sobie ułożyć życie, a ona nadal tkwiła sama w czterech ścianach. Gdyby nie to wydarzenie, które miało miejsce zaraz po ukończeniu szkoły, to by teraz na pewno nie narzekała na samotność.
Zgodnie z umówioną godziną, panna Granger wyszła z mieszkania i skierowała się do ciemnej uliczki, znajdującej się obok jej domu, a z niej teleportowała się do Ministerstwa Magii.
Tam przywitał ją okrzyk przyjaciółki ;
- Hermiona! - Weasley'ówna, no dobra, pani Potter przytuliła mocno czekoladowooką i z uśmiechem powiedziała ; - Tak się cieszę, że przyszłaś! W końcu mogę z tobą porozmawiać!
- Kochanie, daj może najpierw nam się przywitać - rzekł Harry i przytulił Hermionę, dając jej buziaka w policzek. - Teraz może jestem szczęśliwy, mogąc cię zobaczyć, ale wiedz, że nigdy ci nie wybaczę tego, co zrobiłaś. Dlaczego wyjechałaś, nic nie mówiąc? - zapytał z wyrzutem w głosie.
- Harry, ja...
- Oh, dajże jej spokój, Potter! - warknęła głośno Ginny, przerywając tym samym Mionie.
- Co tu się dzieje? - Podszedł do nich Ron, a gdy zobaczył kasztanowłosą, krzyknął z zaskoczenia. Następnie chwycił ją w ramiona i okręcił wokół własnej osi. - Miona, jak tutaj przyjechałaś? Kiedy? - pytał.
- Przyleciałam samolotem miesiąc temu - odpowiedziała cicho.
- Miesiąc?! - krzyknął jeszcze bardziej zdziwiony Weasley.
- Tak, miesiąc, a teraz, z łaski swojej, przymknij się! - uciszyła brata Ruda. - Herm, idziemy do baru?
- Z chęcią.
Obie zajęły dwa hokery i zamówiły po drinku.
- Herm, tak bardzo cię za nich przepraszam... - zaczęła Ginny. - Ale musisz ich też zrozumieć. Długo cię nie było, a do tego zniknęłaś bez słowa. Jedynie listy dawały nam znać, że ty jeszcze żyjesz...
- Opowiem wam wszystko, jak wrócimy do domu - powiedziała była Prefekt Naczelna, co poskutkowało uważnym spojrzeniem tej drugiej.
Zabawa, na cześć nowego Ministra, rozkręciła się na dobre. Teraz każdy wirował na parkiecie, no, oprócz paru osób. A tak na serio, to oprócz Neville'a, który nie umiał tańczyć i bał się próbować, Jo, która nie miała z kim tańczyć, Hermiona, która pilnowała swoje krzesło, bo nie miała nic lepszego do roboty, no i jeszcze był Malfoy. Siedział przy stoliku ze znudzoną miną, okręcając w dłoni kieliszek z winem.
Panna Granger patrzyła na niego, próbując zgadnąć, co on tu robi, gdy ten niespodziewanie podniósł wzrok na nią. Lekko kiwnął głową, co ona uczyniła to samo, choć była zdumiona, że się z nią przywitał. Myślała, że po tym, co się stało, nie będzie chciał z nią w ogóle rozmawiać.
Wstała, by zamówić kolejnego drinka, co też chwilę później uczyniła. Podziękowała barmanowi i z powrotem usiadła przy stoliku. Wygładziła sukienkę i spojrzała na Harry'ego i Ginny. Tak świetnie się bawili, ich odwzajemniona miłość wirowała między nimi, której ona niestety nigdy nie doświadczy. Zawiesiła smutno głowę i wtedy usłyszała szmer odsuwanego krzesła. Podniosła wzrok i zobaczyła przed sobą Dracona.
- Malfoy? - zdziwiła się. - Co ty tutaj robisz?
- Siedzę - Wzruszył ramionami. - Nie masz towarzystwa i ja też nie, więc pomyślałem, że się dosiądę.
- A pytałeś o pozwolenie? - warknęła. Nie miała zamiaru być miła.
- Tak.
- Tak? Ciekawego kogo... - prychnęła.
- Siebie. A teraz nie bądź niemiła, bo to nie jest uprzejme - powiedział trochę zirytowany.
- I kto to mówi - sarknęła. Odwróciła głowę w stronę Jo i pomyślała, że mogłaby podejść do niej i z nią przegadać cały wieczór, tym samym uciekając Malfoy'owi. Tak, to dobry plan.
Powoli zaczęła podnosić się z miejsca, ale zaraz usiadła ponownie, gdy usłyszała ;
- Siadaj i nawet nie próbuj zwiać. - lodowaty, stanowczy głos blondyna strasznie ją zdenerwował.
- Nie rozkazuj mi, fretko! - zasyczała w odpowiedzi i znowu wstała. W połowie drogi poczuła czyjąś dłoń na swojej, a zaraz potem została zaciągnięta na parkiet.
- Co ty se, do diabła, myślisz?! - krzyknęła, ale i tak muzyka ją zagłuszyła. Dziwne... Przy stoliku rozmawiali normalnie, jeżeli to rozmową nazwać można.
- Do Diabła? Jak chcesz - Arystokrata okręcił ją o sto osiemdziesiąt stopni i wepchnął w ramiona innego, nielubianego przez nią mężczyzny.
- O! Granger? Jaka niespodzianka! - zapiszczał...
- Zabini! Puść mnie w tej chwili! - wrzeszczała, przez co kilka par spojrzało na nich z politowaniem.
- Jak chcesz - Blaise powtórzył słowa przyjaciela, po czym odszedł z zwieszoną głową i smutną miną. Dziewczynie trochę żal się go zrobiło.
- A idźcie wszyscy do diabła! - teraz sama powtórzyła swoje wcześniejsze słowa i skierowała się do jej krzesła, ale droga została jej zagrodzona przez Teodora Notta.
- A ty gdzie, Granger? - zapytał z wrednym uśmieszkiem.
- Boże... Następny... Skąd wy się bierzecie? - Miona załamała ręce.
- Nie wiesz, jak się ludzie rodzą? - udał zdziwienie.
- Zamknij się i zejdź mi z drogi! - Próbowała go przesunąć, ale coś jej się nie udało.
- Wiesz... Jakby ci to powiedzieć... Nie dasz rady - Posłał jej zakłopotany uśmiech, który wymusił z trudem, bo jeszcze trochę, a wybuchnąłby śmiechem.
- Czy wy zostawicie mnie w spokoju? Daj mi przejść! - krzyknęła wkurzona.
- Ale wiesz, że imprezy są po to, by się bawić, a nie siedzieć i nic nie robić? - pytał powoli, jakby tłumaczył coś małemu dziecku.
- Jestem głupia i nie wiem - prychnęła. - Mogę przejść?
- Jak chcesz - Znowu to usłyszała. Nott odszedł, a ona w spokoju mogła wrócić do stolika.
- Herm, czemu nie tańczysz? Chodź, wiesz jak jest fajnie? - próbowała ją przekonać Ginny.
- Nie, ja nie czuję się za dobrze... - kłamała szybko kasztanowłosa.
- To po co tyle piłaś? - Pani Potter założyła ręce na piersiach i z wielkim westchnieniem opadła na krzesło. - Hermiono... Ja nie rozumiem, o co ci chodzi.
Czekoladowooka tylko spojrzała na nią przepraszająco, po czym wstała i skierowała się do toalety. Pociągając nosem i cicho szlochając, szła szybko do wyznaczonego miejsca. Chciała na chwilę pobyć sama, ale nie mogła wyjść z przyjęcia, bo wiedziała jak bardzo by wtedy zraniła przyjaciół. Już sam jej wyjazd sprawił, że są urażeni. A ona tylko chciała znaleźć rodziców i uciec od niego! Tak, to był jej powód, dla którego wyjechała. Wiedziała, że jakby im powiedziała, co zamierza, to wtedy chcieliby pojechać z nią. Nie mogła im narzucać na barki jeszcze większego problemu. I tak już mieli wtedy dużo na głowie.
Nawet nie wiedziała, kiedy zaczęła biec, a raczej miała taki zamiar, bo poczuła ramiona otulające ją w pasie. Wiedziała kto to i nie myśląc, wtuliła się w niego najmocniej, jak potrafiła.
- Ciii... Nie płacz, jestem tutaj - szept przy jej uchu otrzeźwił ją trochę.
Natychmiast się od niego odsunęła.
- Ale wcześniej cię nie było! - krzyknęła rozgoryczona i odwróciła się, by odejść.
- Pozwól mi wyjaśnić...
- Ale co?! To, że zostawiłeś mnie, gdy najbardziej cię potrzebowałam?! - krzyczała wkurzona i zrozpaczona Hermiona, ale chwilę potem uspokoiła się trochę. - Jak mogłeś mnie wtedy zostawić? Dlaczego? Przecież nic się między nami nie psuło... Byliśmy wspaniałą parą, więc ja się pytam dlaczego? Znudziłam ci się? Było trzeba powiedzieć od razu, a nie dawać mi fałszywą nadzieję.
- Posłuchasz mnie, chociaż przez chwilę? - zdenerwował się blondyn.
- Słucham cały czas.
- Kłamałem.
- Z czym? - zdziwiła się panna Granger.
- Mówiąc, że cię nie kocham, bo kocham najbardziej na świecie. Nigdy nie przestałem i nie przestanę. Byłem głupi, pozwalając ci odejść. Nie byłem pewny co do swoich uczuć, więc nie dawałem ci złudnej nadziei. Nie chciałem, byś cierpiała.
- Szkoda, że dopiero teraz to sobie uświadomiłeś, gdy ja już dawno wiedziałam, co do ciebie czuję. Zakochałam się i robiłam wszystko, by móc ci się przypodobać. Myślałam, że jednak jest przyszłość z naszym związkiem, ale się myliłam. My po prostu do siebie nie pasujemy - wysyczała z łzami w oczach.
- Nie możesz odejść! Nie teraz, kiedy wiem, że cię kocham! - wykrzyknął zrozpaczony mężczyzna.
- Draco... To nie ma sensu. Najlepiej będzie, jak zerwiemy ze sobą jakikolwiek kontakt - Po wypowiedzeniu tego, była Gryfonka odwróciła się na pięcie i ruszyła do kominka, by przenieść się do domu.
- Ginn, ale ja nie potrafię zapomnieć. Kocham go i nie potrafię przestać - Hermiona łkała w ramię przyjaciółki, będąc w domu Potterów.
- Spokojnie, wszystko się ułoży... - pocieszała ją Ruda. - Opowiedz nam najpierw, co się stało, dobrze?
Panna Granger pokiwała głową i wytarła nos, po czym zaczęła swoją opowieść.
Przychodził do niej. Codziennie. Zawsze po coś innego. Za pierwszym razem kupił kryminał, później romantyzm, fantasy... Zawsze było coś innego.
Uśmiechała się sama do siebie. Wiedziała, jaki jest jego cel, ale nie miała zamiaru mu tego ułatwiać. A niech się pomęczy. Może mu naprawdę zależy...? Miała taką nadzieję, bo ją samą ciągnęło do niego. Co się dziwić - wysoki, przystojny, nienaturalnie jasne włosy, szare oczy, wspaniale zbudowane ciało... Charakter za to miał trudny. Na początku był irytujący i wkurzający, cały czas jej dokuczał, tak, jak za czasów szkolnych. Tylko tym razem nie nazywał jej szlamą. Później był uprzejmy i miły, a następnie próbował ją poderwać, najczęściej swoim urokiem osobistym. Nie strzelał komplementami, tylko przytulał i zapraszał na randki. To wszystko po tym, jak się do siebie zbliżyli. Pozwalał sobie na więcej. Nie przeszkadzało jej to, chciała by był jak najbliżej.
Pewnego wieczoru, na jednym z ich spotkań, zapytał czy chciałaby pójść do niego na wino. Oczywiście, mogli iść do restauracji, ale był w tym jakiś cel.
Tego wieczoru Hermiona Granger poznała smak ust Dracona Malfoy'a. Poznała całe jego ciało, ale nie tylko to. Poznawali siebie nawzajem, swoją historię. Oboje postanowili zacząć od nowa. Zapomnieli o dawnych urazach i żyli tak, jak chcieli.
Byli parą. Wszędzie można było ich spotkać, przytulający się, czy całujących. Wyglądali na naprawdę zakochanych, jednak to tylko pozory.
W dzień, w którym kasztanowłosa miała wyjechać na poszukiwanie rodziców, on powiedział, że jej nie kocha. Że nic dla niego nie znaczy, że przeprasza i że odchodzi. Zostawił ją samą z milionem pytań w głowie i roztrzaskanym sercem na miliony kawałeczków. Nie wiedział, że ona coś do niego czuje. Miał nadzieję, że nie, bo nie chciał, by cierpiała. Dowiedziała się tego z listu, który znalazła rano na poduszce obok siebie. Gdy powiedział, że jej nie kocha, myślała, że być może się myli i sam dojdzie do wniosku o miłości, którą ją darzy, ale ten krótki liścik był zbyt rzeczywisty, by mogła śnić.
Wyjechała do Włoch dzień po jej rozsypce. Trzy lata tam spędziła sama, szukając rodziców. Prosiła go, by z nią pojechał, chciała mieć go blisko przy sobie, ale jak widać, za dużo żądała. Niby się z tym pogodziła, ale tak naprawdę nadal za nim cholernie tęskniła!
Wróciła do Londynu z wielką pustą w środku. Kupiła dom, a za pracą miała się zacząć rozglądać. Przecież musi z czegoś żyć...
Tak teraz siedzi i opowiada z płaczem przyjaciołom, co się z nią działo podczas jej nieobecności.
- Naprawdę nie-e wiem, co mam teraz ro-obić... Co chwila p-przysyła te kwiaty z króciutki-imi liścikami, że kocha m-mnie, żebym chociaż raz mu odpo-powiedziała, ale ja-a nie potrafię... - łkała Hermiona.
- Spokojnie, nie płacz - Harry starł kciukiem łzy panny Granger, spływające po jej policzkach. - Powiedz tylko, czy ty go kochasz tak mocno, że mogłabyś wybaczyć mu nawet najgorszą rzecz, jaką by zrobił?
- Tak. - powiedziała pewnie kasztanowłosa, uspokajając się pomału.
- To porozmawiaj z nim - poradził Potter, patrząc na jakiś punkt za nią. Odwróciła się i zobaczyła Dracona.
- Prosiłam was, byście go nie wpuszczali! - zawołała Hermiona.
- Miona... Dobrze wiesz, że ta rozmowa musiała kiedyś nadejść. Masz teraz idealną okazję - Ginny uśmiechnęła się przepraszająco i wyszła razem z Harrym.
W salonie panowała idealna cisza. Oboje nie wiedzieli od czego zacząć. W końcu blondyn szepnął ciche ;
- Przepraszam... Ja...
- Proszę, nie tłumacz się, nie masz z czego - Wzruszyła ramionami.
- Tracę cierpliwość do ciebie! - Malfoy podszedł do niej szybko i pochylił się, opierając dłońmi o poręcze fotela. - Codziennie wysyłam ci kwiaty po dziesięć razy, a ty nawet na to spojrzeć zapewne nie chcesz. Nie rozumiesz, że mnie to boli? Nie rozumiesz, że ja też mam uczucia? Nie potrafisz zrozumieć, że kocham cię jak wariat? - przy ostatnim pytaniu uśmiechnął się lekko. - Co mam zrobić, żebyś mi wybaczyła?
- Bądź. Tylko tego chcę - wyznała po dłuższej chwili kobieta i rzuciła się na szyję arystokracie, ale ten nie spodziewał się tego, więc oboje runęli na podłogę. - Tak... bardzo... cię... kocham - szeptała pomiędzy gorącymi pocałunkami, jakimi zaczęła częstować mężczyznę. - Przepraszam, to wszystko moja wina...
- Nie twoja, ale moja. Nie wiem, co mną wtedy kierowało, ale nie potrafiłem się zgodzić na wyjazd, żeby odnaleźć twoich rodziców. Chyba bałem się ich reakcji na to, co powiedzieliby, gdyby dowiedzieli się, że spotykasz się z byłym śmierciożercom. Co ogólnie ludzie by wtedy mówili. Nie chciałem, byś cierpiała, jak ja później cierpiałem, bo ciebie przy mnie nie było.
- Wybaczam wszystko, pod warunkiem, że ty mi wybaczysz moje zachowanie.
- Wybaczam, chociaż rozumiem cię. Miałaś prawo być przez to wkurzona - Draco cały czas patrzył jej w oczy, mówiąc to. Po chwili podniósł się z nią, nadal trzymając ją w swoich ramionach i ruszył z nią do sypialni po schodach, obdarowując jej szyję pocałunkami. Nawet nie zauważyli, kiedy państwo Potterowie wyszli z domu, by dać im trochę prywatności.
- Harry... wiesz, że teraz musimy iść do Zabinich i u nich przenocować? - odezwała się Ginny z uśmiechem zadowolenia.
- Tak, wiem, ale czego nie robi się dla przyjaciół? - Wybraniec westchnął z rozbawieniem, po czym teleportował ich do rezydencji Zabinich.
- Nadal nie mogę uwierzyć, że nie przestałaś mnie kochać. Minęło trochę czasu, a ja zachowałem się jak dupek...
Leżeli obok siebie przytuleni i spełnieni, a ciszę przerwał blondyn.
- Bo widzisz... Ja mam bardzo silną wolę - zaśmiała się Hermiona i mocniej przywarła do ukochanego.
- Wiem, moja Gryfonko - Pocałował ją w czoło, ciesząc się, że w końcu są razem.
- Gryfonką, to ja już dawno nie jestem - przypomniała mu. - ale lubię, gdy tak mnie nazywasz - powiedziała uwodzicielsko i zaczęła naznaczać szlaki na jego nagiej klacie językiem.
Po chwili znowu poczuli gorący napływ podniecenia i kolejny raz tej nocy dali się ponieść namiętności.
KILKA LAT PÓŹNIEJ...
- Blaise'ie Zabini, masz natychmiast zejść z tego stołu! - krzyknęła wkurzona Hermiona, wskazując palcem na podłogę i patrząc na przyjaciela tańczącego na stole w salonie.
- Ale Mionka, taka fajna zabawa... - zaczął brunet, lecz przerwała mu czekoladowooka.
- ALBO SCHODZISZ NA DÓŁ, ALBO DZWONIĘ PO PANSY! - ryknęła pani Malfoy (już od paru lat).
- To ja już schodzę - panikował Blaise i szybko zszedł, ubierając koszulę na siebie, którą ściągnął podczas tańca i powiedział ; - Cóż kochani... Muszę iść, bo ta tu - wskazał na Mionę. - zaraz mnie zabije patelnią, jak próbowała to zrobić z naszym kochanym Luckiem.
- Na szczęście, nie udało jej się - zaśmiał się Malfoy Sr., wychylając się zza drzwi do kuchni.
- Ale mogę spróbować - powiedziała kasztanowłosa przesłodzonym głosem. Lucjusz natychmiast czmychnął do kuchni i razem z żoną zaczął dokańczać kolację.
Zabini założył płaszcz, tyle że na odwrót, po czym wyszedł z domu, pogwizdując wesoło, co zaraz skończyło się przekleństwem, bo wylądował w górze śniegu w ogrodzie państwa Malfoy.
Hermiona stała przy oknie i patrzyła z rozbawieniem na przyjaciela, który nieudolnie próbował podnieść się na nogi.
- Draco, kochanie, idź mu pomóż, bo raczej sam nie da sobie rady. Nie wiem, po co tyle pił... - Kobieta zaśmiała się, widząc dwóch bliskich jej mężczyzn, którzy sprzeczali się teraz o coś zawzięcie.
Spojrzała na swój płaski brzuch. Już niedługo będzie musiała poinformować rodzinę, że spodziewają się kolejnego potomka... Tak, to naprawdę idealny prezent na święta!
Nie mam żadnych ważnych dla Was ogłoszeń, więc od razu zapraszam do czytania!
PS. Łaaaa, pierwszy raz napisałam taki krótki wstęp. Brawa dla Mnie! xD
------------------------------------------------------------
- Nie, Ginny, dzisiaj dopiero dostarczono przesyłkę. Tak, jest świetna. Nie mogę się doczekać aż ją założę - zachwycała się Hermiona, rozmawiając z przyjaciółką przez telefon i patrząc z zachwytem na suknię.
- Przesadzasz. Okay, kochana, ja kończę, bo jutro muszę wcześniej wstać - westchnęła kasztanowłosa.
- No to do jutra! - krzyknęła jeszcze Ginny, zanim się rozłączyła.
Panna Granger pokręciła głową ze śmiechem, po czym poszła wziąć gorącą kąpiel. Później wlazła pod kołdrę i niemal natychmiast zasnęła.
Nazajutrz Hermiona obudziła się wypoczęta i gotowa do działania, a konkretnie - do biegania, jak to miała w zwyczaju.
Po wykonaniu porannej toaletki, ubrała się w spodenki dresowe oraz koszulkę, a na to zarzuciła bluzę, również dresową. Włosy związała w wysokiego kucyka i wyszła z domu. Przeszła przez furtkę i z odetchnięciem świeżego powietrza, ruszyła przed siebie. Najpierw biegła powoli, ale potem już nie miała wpływu na własne ciało. Jej tempo zwiększało się z minuty na minutę.
Po jednogodzinnym biegu, zmęczona usiadła na ławce w parku i oparła o nią plecami. Głowę odchyliła do tyłu i zamknęła oczy. Znów usłyszała śpiew ptaków, mimo, że w parku było pełno ludzi. Uśmiechnęła się sama do siebie. Uwielbiała to miejsce. Mimo, że jest tu bardzo krótko, to już zdążyła pokochać to miejsce. Uwielbiała tu przesiadywać i rozmyślać nad nurtującymi ją pytaniami. Tu mogła w spokoju pomyśleć.
W końcu wstała z zamiarem wrócenia do domu, ale zobaczyła coś, czego nie miała ochoty widzieć.
Draco Malfoy, jak gdyby nigdy nic, biegł z jakąś kobietą o rudych włosach, gawędząc z nią wesoło.
Hermiona pokręciła głową ze smutkiem, po czym truchtem ruszyła do domu. Jedynie pewna myśl nie dawała jej spokoju. Nawet taki idiota, jak Malfoy, umie sobie ułożyć życie, a ona nadal tkwiła sama w czterech ścianach. Gdyby nie to wydarzenie, które miało miejsce zaraz po ukończeniu szkoły, to by teraz na pewno nie narzekała na samotność.
Zgodnie z umówioną godziną, panna Granger wyszła z mieszkania i skierowała się do ciemnej uliczki, znajdującej się obok jej domu, a z niej teleportowała się do Ministerstwa Magii.
Tam przywitał ją okrzyk przyjaciółki ;
- Hermiona! - Weasley'ówna, no dobra, pani Potter przytuliła mocno czekoladowooką i z uśmiechem powiedziała ; - Tak się cieszę, że przyszłaś! W końcu mogę z tobą porozmawiać!
- Kochanie, daj może najpierw nam się przywitać - rzekł Harry i przytulił Hermionę, dając jej buziaka w policzek. - Teraz może jestem szczęśliwy, mogąc cię zobaczyć, ale wiedz, że nigdy ci nie wybaczę tego, co zrobiłaś. Dlaczego wyjechałaś, nic nie mówiąc? - zapytał z wyrzutem w głosie.
- Harry, ja...
- Oh, dajże jej spokój, Potter! - warknęła głośno Ginny, przerywając tym samym Mionie.
- Co tu się dzieje? - Podszedł do nich Ron, a gdy zobaczył kasztanowłosą, krzyknął z zaskoczenia. Następnie chwycił ją w ramiona i okręcił wokół własnej osi. - Miona, jak tutaj przyjechałaś? Kiedy? - pytał.
- Przyleciałam samolotem miesiąc temu - odpowiedziała cicho.
- Miesiąc?! - krzyknął jeszcze bardziej zdziwiony Weasley.
- Tak, miesiąc, a teraz, z łaski swojej, przymknij się! - uciszyła brata Ruda. - Herm, idziemy do baru?
- Z chęcią.
Obie zajęły dwa hokery i zamówiły po drinku.
- Herm, tak bardzo cię za nich przepraszam... - zaczęła Ginny. - Ale musisz ich też zrozumieć. Długo cię nie było, a do tego zniknęłaś bez słowa. Jedynie listy dawały nam znać, że ty jeszcze żyjesz...
- Opowiem wam wszystko, jak wrócimy do domu - powiedziała była Prefekt Naczelna, co poskutkowało uważnym spojrzeniem tej drugiej.
Zabawa, na cześć nowego Ministra, rozkręciła się na dobre. Teraz każdy wirował na parkiecie, no, oprócz paru osób. A tak na serio, to oprócz Neville'a, który nie umiał tańczyć i bał się próbować, Jo, która nie miała z kim tańczyć, Hermiona, która pilnowała swoje krzesło, bo nie miała nic lepszego do roboty, no i jeszcze był Malfoy. Siedział przy stoliku ze znudzoną miną, okręcając w dłoni kieliszek z winem.
Panna Granger patrzyła na niego, próbując zgadnąć, co on tu robi, gdy ten niespodziewanie podniósł wzrok na nią. Lekko kiwnął głową, co ona uczyniła to samo, choć była zdumiona, że się z nią przywitał. Myślała, że po tym, co się stało, nie będzie chciał z nią w ogóle rozmawiać.
Wstała, by zamówić kolejnego drinka, co też chwilę później uczyniła. Podziękowała barmanowi i z powrotem usiadła przy stoliku. Wygładziła sukienkę i spojrzała na Harry'ego i Ginny. Tak świetnie się bawili, ich odwzajemniona miłość wirowała między nimi, której ona niestety nigdy nie doświadczy. Zawiesiła smutno głowę i wtedy usłyszała szmer odsuwanego krzesła. Podniosła wzrok i zobaczyła przed sobą Dracona.
- Malfoy? - zdziwiła się. - Co ty tutaj robisz?
- Siedzę - Wzruszył ramionami. - Nie masz towarzystwa i ja też nie, więc pomyślałem, że się dosiądę.
- A pytałeś o pozwolenie? - warknęła. Nie miała zamiaru być miła.
- Tak.
- Tak? Ciekawego kogo... - prychnęła.
- Siebie. A teraz nie bądź niemiła, bo to nie jest uprzejme - powiedział trochę zirytowany.
- I kto to mówi - sarknęła. Odwróciła głowę w stronę Jo i pomyślała, że mogłaby podejść do niej i z nią przegadać cały wieczór, tym samym uciekając Malfoy'owi. Tak, to dobry plan.
Powoli zaczęła podnosić się z miejsca, ale zaraz usiadła ponownie, gdy usłyszała ;
- Siadaj i nawet nie próbuj zwiać. - lodowaty, stanowczy głos blondyna strasznie ją zdenerwował.
- Nie rozkazuj mi, fretko! - zasyczała w odpowiedzi i znowu wstała. W połowie drogi poczuła czyjąś dłoń na swojej, a zaraz potem została zaciągnięta na parkiet.
- Co ty se, do diabła, myślisz?! - krzyknęła, ale i tak muzyka ją zagłuszyła. Dziwne... Przy stoliku rozmawiali normalnie, jeżeli to rozmową nazwać można.
- Do Diabła? Jak chcesz - Arystokrata okręcił ją o sto osiemdziesiąt stopni i wepchnął w ramiona innego, nielubianego przez nią mężczyzny.
- O! Granger? Jaka niespodzianka! - zapiszczał...
- Zabini! Puść mnie w tej chwili! - wrzeszczała, przez co kilka par spojrzało na nich z politowaniem.
- Jak chcesz - Blaise powtórzył słowa przyjaciela, po czym odszedł z zwieszoną głową i smutną miną. Dziewczynie trochę żal się go zrobiło.
- A idźcie wszyscy do diabła! - teraz sama powtórzyła swoje wcześniejsze słowa i skierowała się do jej krzesła, ale droga została jej zagrodzona przez Teodora Notta.
- A ty gdzie, Granger? - zapytał z wrednym uśmieszkiem.
- Boże... Następny... Skąd wy się bierzecie? - Miona załamała ręce.
- Nie wiesz, jak się ludzie rodzą? - udał zdziwienie.
- Zamknij się i zejdź mi z drogi! - Próbowała go przesunąć, ale coś jej się nie udało.
- Wiesz... Jakby ci to powiedzieć... Nie dasz rady - Posłał jej zakłopotany uśmiech, który wymusił z trudem, bo jeszcze trochę, a wybuchnąłby śmiechem.
- Czy wy zostawicie mnie w spokoju? Daj mi przejść! - krzyknęła wkurzona.
- Ale wiesz, że imprezy są po to, by się bawić, a nie siedzieć i nic nie robić? - pytał powoli, jakby tłumaczył coś małemu dziecku.
- Jestem głupia i nie wiem - prychnęła. - Mogę przejść?
- Jak chcesz - Znowu to usłyszała. Nott odszedł, a ona w spokoju mogła wrócić do stolika.
- Herm, czemu nie tańczysz? Chodź, wiesz jak jest fajnie? - próbowała ją przekonać Ginny.
- Nie, ja nie czuję się za dobrze... - kłamała szybko kasztanowłosa.
- To po co tyle piłaś? - Pani Potter założyła ręce na piersiach i z wielkim westchnieniem opadła na krzesło. - Hermiono... Ja nie rozumiem, o co ci chodzi.
Czekoladowooka tylko spojrzała na nią przepraszająco, po czym wstała i skierowała się do toalety. Pociągając nosem i cicho szlochając, szła szybko do wyznaczonego miejsca. Chciała na chwilę pobyć sama, ale nie mogła wyjść z przyjęcia, bo wiedziała jak bardzo by wtedy zraniła przyjaciół. Już sam jej wyjazd sprawił, że są urażeni. A ona tylko chciała znaleźć rodziców i uciec od niego! Tak, to był jej powód, dla którego wyjechała. Wiedziała, że jakby im powiedziała, co zamierza, to wtedy chcieliby pojechać z nią. Nie mogła im narzucać na barki jeszcze większego problemu. I tak już mieli wtedy dużo na głowie.
Nawet nie wiedziała, kiedy zaczęła biec, a raczej miała taki zamiar, bo poczuła ramiona otulające ją w pasie. Wiedziała kto to i nie myśląc, wtuliła się w niego najmocniej, jak potrafiła.
- Ciii... Nie płacz, jestem tutaj - szept przy jej uchu otrzeźwił ją trochę.
Natychmiast się od niego odsunęła.
- Ale wcześniej cię nie było! - krzyknęła rozgoryczona i odwróciła się, by odejść.
- Pozwól mi wyjaśnić...
- Ale co?! To, że zostawiłeś mnie, gdy najbardziej cię potrzebowałam?! - krzyczała wkurzona i zrozpaczona Hermiona, ale chwilę potem uspokoiła się trochę. - Jak mogłeś mnie wtedy zostawić? Dlaczego? Przecież nic się między nami nie psuło... Byliśmy wspaniałą parą, więc ja się pytam dlaczego? Znudziłam ci się? Było trzeba powiedzieć od razu, a nie dawać mi fałszywą nadzieję.
- Posłuchasz mnie, chociaż przez chwilę? - zdenerwował się blondyn.
- Słucham cały czas.
- Kłamałem.
- Z czym? - zdziwiła się panna Granger.
- Mówiąc, że cię nie kocham, bo kocham najbardziej na świecie. Nigdy nie przestałem i nie przestanę. Byłem głupi, pozwalając ci odejść. Nie byłem pewny co do swoich uczuć, więc nie dawałem ci złudnej nadziei. Nie chciałem, byś cierpiała.
- Szkoda, że dopiero teraz to sobie uświadomiłeś, gdy ja już dawno wiedziałam, co do ciebie czuję. Zakochałam się i robiłam wszystko, by móc ci się przypodobać. Myślałam, że jednak jest przyszłość z naszym związkiem, ale się myliłam. My po prostu do siebie nie pasujemy - wysyczała z łzami w oczach.
- Nie możesz odejść! Nie teraz, kiedy wiem, że cię kocham! - wykrzyknął zrozpaczony mężczyzna.
- Draco... To nie ma sensu. Najlepiej będzie, jak zerwiemy ze sobą jakikolwiek kontakt - Po wypowiedzeniu tego, była Gryfonka odwróciła się na pięcie i ruszyła do kominka, by przenieść się do domu.
- Ginn, ale ja nie potrafię zapomnieć. Kocham go i nie potrafię przestać - Hermiona łkała w ramię przyjaciółki, będąc w domu Potterów.
- Spokojnie, wszystko się ułoży... - pocieszała ją Ruda. - Opowiedz nam najpierw, co się stało, dobrze?
Panna Granger pokiwała głową i wytarła nos, po czym zaczęła swoją opowieść.
Przychodził do niej. Codziennie. Zawsze po coś innego. Za pierwszym razem kupił kryminał, później romantyzm, fantasy... Zawsze było coś innego.
Uśmiechała się sama do siebie. Wiedziała, jaki jest jego cel, ale nie miała zamiaru mu tego ułatwiać. A niech się pomęczy. Może mu naprawdę zależy...? Miała taką nadzieję, bo ją samą ciągnęło do niego. Co się dziwić - wysoki, przystojny, nienaturalnie jasne włosy, szare oczy, wspaniale zbudowane ciało... Charakter za to miał trudny. Na początku był irytujący i wkurzający, cały czas jej dokuczał, tak, jak za czasów szkolnych. Tylko tym razem nie nazywał jej szlamą. Później był uprzejmy i miły, a następnie próbował ją poderwać, najczęściej swoim urokiem osobistym. Nie strzelał komplementami, tylko przytulał i zapraszał na randki. To wszystko po tym, jak się do siebie zbliżyli. Pozwalał sobie na więcej. Nie przeszkadzało jej to, chciała by był jak najbliżej.
Pewnego wieczoru, na jednym z ich spotkań, zapytał czy chciałaby pójść do niego na wino. Oczywiście, mogli iść do restauracji, ale był w tym jakiś cel.
Tego wieczoru Hermiona Granger poznała smak ust Dracona Malfoy'a. Poznała całe jego ciało, ale nie tylko to. Poznawali siebie nawzajem, swoją historię. Oboje postanowili zacząć od nowa. Zapomnieli o dawnych urazach i żyli tak, jak chcieli.
Byli parą. Wszędzie można było ich spotkać, przytulający się, czy całujących. Wyglądali na naprawdę zakochanych, jednak to tylko pozory.
W dzień, w którym kasztanowłosa miała wyjechać na poszukiwanie rodziców, on powiedział, że jej nie kocha. Że nic dla niego nie znaczy, że przeprasza i że odchodzi. Zostawił ją samą z milionem pytań w głowie i roztrzaskanym sercem na miliony kawałeczków. Nie wiedział, że ona coś do niego czuje. Miał nadzieję, że nie, bo nie chciał, by cierpiała. Dowiedziała się tego z listu, który znalazła rano na poduszce obok siebie. Gdy powiedział, że jej nie kocha, myślała, że być może się myli i sam dojdzie do wniosku o miłości, którą ją darzy, ale ten krótki liścik był zbyt rzeczywisty, by mogła śnić.
Wyjechała do Włoch dzień po jej rozsypce. Trzy lata tam spędziła sama, szukając rodziców. Prosiła go, by z nią pojechał, chciała mieć go blisko przy sobie, ale jak widać, za dużo żądała. Niby się z tym pogodziła, ale tak naprawdę nadal za nim cholernie tęskniła!
Wróciła do Londynu z wielką pustą w środku. Kupiła dom, a za pracą miała się zacząć rozglądać. Przecież musi z czegoś żyć...
Tak teraz siedzi i opowiada z płaczem przyjaciołom, co się z nią działo podczas jej nieobecności.
- Naprawdę nie-e wiem, co mam teraz ro-obić... Co chwila p-przysyła te kwiaty z króciutki-imi liścikami, że kocha m-mnie, żebym chociaż raz mu odpo-powiedziała, ale ja-a nie potrafię... - łkała Hermiona.
- Spokojnie, nie płacz - Harry starł kciukiem łzy panny Granger, spływające po jej policzkach. - Powiedz tylko, czy ty go kochasz tak mocno, że mogłabyś wybaczyć mu nawet najgorszą rzecz, jaką by zrobił?
- Tak. - powiedziała pewnie kasztanowłosa, uspokajając się pomału.
- To porozmawiaj z nim - poradził Potter, patrząc na jakiś punkt za nią. Odwróciła się i zobaczyła Dracona.
- Prosiłam was, byście go nie wpuszczali! - zawołała Hermiona.
- Miona... Dobrze wiesz, że ta rozmowa musiała kiedyś nadejść. Masz teraz idealną okazję - Ginny uśmiechnęła się przepraszająco i wyszła razem z Harrym.
W salonie panowała idealna cisza. Oboje nie wiedzieli od czego zacząć. W końcu blondyn szepnął ciche ;
- Przepraszam... Ja...
- Proszę, nie tłumacz się, nie masz z czego - Wzruszyła ramionami.
- Tracę cierpliwość do ciebie! - Malfoy podszedł do niej szybko i pochylił się, opierając dłońmi o poręcze fotela. - Codziennie wysyłam ci kwiaty po dziesięć razy, a ty nawet na to spojrzeć zapewne nie chcesz. Nie rozumiesz, że mnie to boli? Nie rozumiesz, że ja też mam uczucia? Nie potrafisz zrozumieć, że kocham cię jak wariat? - przy ostatnim pytaniu uśmiechnął się lekko. - Co mam zrobić, żebyś mi wybaczyła?
- Bądź. Tylko tego chcę - wyznała po dłuższej chwili kobieta i rzuciła się na szyję arystokracie, ale ten nie spodziewał się tego, więc oboje runęli na podłogę. - Tak... bardzo... cię... kocham - szeptała pomiędzy gorącymi pocałunkami, jakimi zaczęła częstować mężczyznę. - Przepraszam, to wszystko moja wina...
- Nie twoja, ale moja. Nie wiem, co mną wtedy kierowało, ale nie potrafiłem się zgodzić na wyjazd, żeby odnaleźć twoich rodziców. Chyba bałem się ich reakcji na to, co powiedzieliby, gdyby dowiedzieli się, że spotykasz się z byłym śmierciożercom. Co ogólnie ludzie by wtedy mówili. Nie chciałem, byś cierpiała, jak ja później cierpiałem, bo ciebie przy mnie nie było.
- Wybaczam wszystko, pod warunkiem, że ty mi wybaczysz moje zachowanie.
- Wybaczam, chociaż rozumiem cię. Miałaś prawo być przez to wkurzona - Draco cały czas patrzył jej w oczy, mówiąc to. Po chwili podniósł się z nią, nadal trzymając ją w swoich ramionach i ruszył z nią do sypialni po schodach, obdarowując jej szyję pocałunkami. Nawet nie zauważyli, kiedy państwo Potterowie wyszli z domu, by dać im trochę prywatności.
- Harry... wiesz, że teraz musimy iść do Zabinich i u nich przenocować? - odezwała się Ginny z uśmiechem zadowolenia.
- Tak, wiem, ale czego nie robi się dla przyjaciół? - Wybraniec westchnął z rozbawieniem, po czym teleportował ich do rezydencji Zabinich.
- Nadal nie mogę uwierzyć, że nie przestałaś mnie kochać. Minęło trochę czasu, a ja zachowałem się jak dupek...
Leżeli obok siebie przytuleni i spełnieni, a ciszę przerwał blondyn.
- Bo widzisz... Ja mam bardzo silną wolę - zaśmiała się Hermiona i mocniej przywarła do ukochanego.
- Wiem, moja Gryfonko - Pocałował ją w czoło, ciesząc się, że w końcu są razem.
- Gryfonką, to ja już dawno nie jestem - przypomniała mu. - ale lubię, gdy tak mnie nazywasz - powiedziała uwodzicielsko i zaczęła naznaczać szlaki na jego nagiej klacie językiem.
Po chwili znowu poczuli gorący napływ podniecenia i kolejny raz tej nocy dali się ponieść namiętności.
KILKA LAT PÓŹNIEJ...
- Blaise'ie Zabini, masz natychmiast zejść z tego stołu! - krzyknęła wkurzona Hermiona, wskazując palcem na podłogę i patrząc na przyjaciela tańczącego na stole w salonie.
- Ale Mionka, taka fajna zabawa... - zaczął brunet, lecz przerwała mu czekoladowooka.
- ALBO SCHODZISZ NA DÓŁ, ALBO DZWONIĘ PO PANSY! - ryknęła pani Malfoy (już od paru lat).
- To ja już schodzę - panikował Blaise i szybko zszedł, ubierając koszulę na siebie, którą ściągnął podczas tańca i powiedział ; - Cóż kochani... Muszę iść, bo ta tu - wskazał na Mionę. - zaraz mnie zabije patelnią, jak próbowała to zrobić z naszym kochanym Luckiem.
- Na szczęście, nie udało jej się - zaśmiał się Malfoy Sr., wychylając się zza drzwi do kuchni.
- Ale mogę spróbować - powiedziała kasztanowłosa przesłodzonym głosem. Lucjusz natychmiast czmychnął do kuchni i razem z żoną zaczął dokańczać kolację.
Zabini założył płaszcz, tyle że na odwrót, po czym wyszedł z domu, pogwizdując wesoło, co zaraz skończyło się przekleństwem, bo wylądował w górze śniegu w ogrodzie państwa Malfoy.
Hermiona stała przy oknie i patrzyła z rozbawieniem na przyjaciela, który nieudolnie próbował podnieść się na nogi.
- Draco, kochanie, idź mu pomóż, bo raczej sam nie da sobie rady. Nie wiem, po co tyle pił... - Kobieta zaśmiała się, widząc dwóch bliskich jej mężczyzn, którzy sprzeczali się teraz o coś zawzięcie.
Spojrzała na swój płaski brzuch. Już niedługo będzie musiała poinformować rodzinę, że spodziewają się kolejnego potomka... Tak, to naprawdę idealny prezent na święta!
Komentarze
Prześlij komentarz