Miniaturka! " Tak blisko, na zawsze"
Wiem, że miał być rozdział, ale nie mam teraz za bardzo jak go napisać. Spróbuję, jak najszybciej się z nim uporać. No, a teraz... Miniaturka! Na razie musi ona zastąpić, właśnie ten pierwszy rozdział. Bardzo przepraszam, ale nie zawsze człowiek przewidzi własne nieszczęście. No dobra... Mam nadzieję, że notka się Wam spodoba. Nie jest to długa miniaturka, ale... Miłego czytania! :)
~Mrs. Malfoy
Ps. Zostawcie komentarze, na których Mi bardzo zależy;)
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
- Dobrze dzieci, szybko! - ponagliła ich pani Weasley krzycząc z dołu, gdyż ci dopiero pakowali się, bo wczoraj nie mieli na to czasu. W piątkę, czyli; Harry, Ron, Hermiona, Ginny, oraz George grali w eksplodującego durnia.
Po paru minutach w kuchni znajdowali się dosłownie wszyscy. Ledwo się poruszali po pomieszczeniu.
- No dobra... - odezwał się Artur Weasley, patrząc po kolei na każdego. - Harry i Ron, wy jedziecie z Billem, a Hermiona i Ginny z Fleur. - zarządził, po czym wyszedł z domu, jak i z posesji, a później deportował się.
- Co mu jest? - zapytał zdziwiony George.
- Coś z pracą, ale to nieważne. Ruszajcie już! - nakazała Molly, wypychając wszystkich na dwór, oprócz chłopaka, który wcześniej zainteresował się stanem ojca.
Wszyscy, jak rozdzieleni, tak usiedli w autach.
- Umiesz tym kierować? - Ginny, której przypadło usiąść z tyłu miała dość niepewną minę.
- Oczywiście. - obruszyła się blondynka, siedząca za kierownicą i jakby na potwierdzenie swoich słów zapaliła silnik, i mocno nacisnęła pedał gazu. Dwie dziewczyny pisnęły równocześnie, mocniej zagłębiając się w swoje fotele, gdy Fleur nacisnęła przycisk z namalowaną chmurką i wznieśli się w powietrze.
***
Droga do Hogwartu nie była długa. W pociągu rozmawiali swobodnie, w wolnym przedziale, który znaleźli po około dziesięciu minutach poszukiwań, a w powozie panowała cisza, nieprzeszkadzająca nikomu. Każdy był pogrążony we własnych myślach. Ron myślał, jak teraz przeżyje na Obronie Przed Czarną Magią ze Snape'm. Harry myślał o tym czy w drugim półroczu nie wrócić do domu, który sobie nie dawno kupił i czy nie przyjąć propozycji o zostaniu Aurorem. Ginny w głowie miała tylko imprezy. W tym roku miała zamiar mieć je codziennie. A Hermiona? Ona natomiast myślała, co w tym roku się wydarzy. Przecież w każdej klasie mieli jakąś przygodę. Więc..., co będzie teraz? O tym miała się przekonać już niedługo.
Od razu po wieczornej, corocznej uczcie w czwórkę udali się do wieży Gryffindoru. Tam rozsiedli się na kanapie i w milczeniu patrzyli na ogień, w kominku. Po chwili, ciszę postanowił przerwać Harry.
- Jeszcze dziś rano miałem ochotę w ogóle nie wracać do Hogwartu, ale teraz jestem szczęśliwy, że jednak tu jestem. - zaśmiał się, obejmując Ginny ramieniem, a ta wtuliła się w niego.
- A kto by nie chciał wracać do tej wspaniałej szkoły? - wtrąciła Hermiona.
- Ja. - powiedział Ron, wiercąc się na kanapie.
- Bo ty jesteś inny. - stwierdziła jego siostra.
Na śmiechu, tak minął im ten wieczór. O dwudziestej trzeciej rozeszli się do swoich dormitorii.
Pewna kasztanowłosa dziewczyna z jękiem przeciągnęła się, gdyż jej twarz została zaatakowana promieniami słońca, wpadającymi przez okno. Z ociąganiem, wstała i chwiejnym krokiem ruszyła do łazienki, która była pusta, tak samo jak głowy Lavender i Parvati, śpiące smacznie na swoich łóżkach. Hermiona najpierw wzięła krótką kąpiel, a po tym nałożyła na siebie czarny gorset wykańczany koronką na górze. Na dół zaś, założyła żółtą spódnicę rozkloszowaną i sięgającą do pół uda. Na stopy wsunęła czarne koturny na sznurowadła. Włosy, które teraz niemal dosięgały pasa rozpuściła i zakręciła w bardzo ładne loki. Nałożyła jeszcze tylko lekki makijaż, po czym założyła torbę na ramię i wyszła z pokoju.
Weszła do Wielkiej Sali szybkim krokiem i uśmiechnęła się do siebie na widok w jaki wprawiła wszystkich uczniów obecnych w sali. Płeć męska wręcz pożerała ją wzrokiem, a dziewczyny patrzyły na nią z zazdrością i nienawiścią. Nie ma się co dziwić. Miała idealną figurę, długie zgrabne nogi, duży biust i idealnie wyrzeźbiony brzuch.
Usiadła do swojego stołu i zaczęła powoli jeść śniadanie. W połowie jego drogi, dołączyli się do niej jej przyjaciele.
- Wyglądasz jakoś... inaczej... - wybełkotał Ron i spuścił wzrok na swój pusty talerz.
Czekoladowooka tylko westchnęła i zajęła się dalej wcześniej przerwaną czynnością. Pół godziny później, wstawali już z miejsca i kierowali się do drzwi, przez które mieli przejść, ale ktoś im to utrudnił. A mianowicie... Draco Malfoy wraz ze swoją paczką, składającą się z; Pansy Parkinson, zawieszonej na ramieniu blondyna, Blaise'a Zabini'ego, zawsze stojącego z boku i Theodora Nott'a, który chyba jeszcze gorzej od Malfoy'a nienawidził szlam.
- Zejdź nam z drogi, Malfoy! - warknął Ron.
Ale ślizgon mu nie odpowiedział. Patrzył się cały czas na Hermionę ze zdziwieniem, jak i z pożądaniem. Panna Granger uśmiechnęła się złośliwie i przechodząc obok, niby niechcący potarła swoim ramieniem jego ramię. Każdy ze zdziwieniem zobaczył, że Draco ani nie zareagował na słowa Rudzielca, ale także na to, że szlama go przed chwilą dotknęła. Potrząsnął tylko głową, jakby odpędzając złe myśli i razem ze swoją bandą poszedł do swojego stołu.
***
Reszta dnia minęła spokojnie ( nie licząc wybuchu złość Parkinson na eliksirach, który był spowodowany tym, że Hermiona specjalnie zaczepiła Malfoy'a, gdy ten też poszedł po potrzebne mu składniki w tym samym momencie, co ona. Nie było to nic takiego, tylko takie "niby" dotykanie się ramionami, ale to wystarczyło na wkurzenie ślizgonki. Zaczeła w gryfonke rzucać wrzystkim, co miała pod ręką). Miona miała niezły ubaw z uczniów domu węża. Nie ma to, jak zrobienie wrażenia przez szlamę na arystoktacie.
Parę tygodni później...
Ten dzień był zwyczajny, jak zwykle. Pochmurne niebo i gęsty deszcz nie poprawiały nikomu humoru, po tym, jak nauczyciele zadawali im sterty pracy.
Przez te dni dużo się działo. Hermiona specjalnie zaczepiała Malfoy'a, który nie miał nic przeciwko temu. Przeciwnie... Sam jej teraz dokucza, ale w pozytywny sposób. Ich złośliwości były dla nich przyjemne. Natomiast ich przyjaciele mieli odmienne zdanie na ten temat. Nie podobało im się to, co się pomiędzy nimi dzieje.
Teraz panna Granger stała pod klasą do Transmutacji i czytała podręcznik do owego przedmiotu, choć znała tę książkę, jak własną kieszeń. Tak pochłonięta czytaniem, nawet nie zauważyła, jak ktoś do niej podchodzi od tyłu i zabiera jej przedmiot.
- Oddaj to! - warknęła do szarookiego blondyna.
- Coś za coś. - powiedział słodko, uśmiechając się przy tym.
- Czego chcesz? - czekoladowooka hardo spojrzała w oczy Dracona. Wszyscy się na nich patrzyli z zaciekawieniem.
- Hmm... Pomyślmy... - chłopak udał zamyślonego. - O! Wiem! Przyjdziesz na jutrzejszy mecz.
- A po co ja tam? Przecież grają Krukoni i Ślizgoni. - prychnęła Miona.
- No właśnie. Będziesz nam kibicować. - zaśmiał się Smok.
- Oj! Muszę ostudzić twój entuzjazm. - Hermiona stanęła niebezpiecznie blisko niego. - Nie mogę przyjść.
- Dlaczego?
- Bo mi się nie chcę. - dziewczyna stanęła na palcach i Draco myślał, że chce go pocałować, ale ona sięgnęła po książkę i oddaliła się z wrednym uśmiechem na twarzy.
Blondyn przysiągł sobie, że zemści się na tej wrednej, ale seksownej Gryfonce i to jeszcze dzisiaj...
***
Hermiona szła z biblioteki powolnym krokiem, gdyż nigdzie jej się nie śpieszyło. Właśnie przechodziła obok jakiś drzwi, gdy poczuła, jak ktoś ją łapie w talii i zatyka usta, a potem zaciąga do pustej klasy. Przerażona nie na żarty, zaczęła kopać i walić oprawce pięściami, jednocześnie nawołując, jakąkolwiek pomoc.
- Cicho Granger! Chyba nie chcesz, żeby nas Filch złapał, co? - zapytał rozbawiony Ślizgon.
- Malfoy, ty kretynie! O mało zawału nie dostałam! - krzyczała Miona, próbując złapać oddech.
- Oh! Przepraszam. Czuję się winny. - rzucił kpiąco Draco, zbliżając się do niej.
- Nie wytrzymasz beze mnie, prawda? - westchnęła Gryfonka, choć uśmiechała się do siebie w duchu.
- I to bardzo. - podkreślił blondyn i przycisnął do ściany dziewczynę, która bez zmieszania się patrzyła na jego usta. On już nie panując nad sobą, z jej bliskości pocałował ją, wręcz brutalnie. Oboje się czuli, jakby unosili się parę metrów nad ziemią. Ich świat stanął w miejscu. Ziemia, jakby usuwała się spod ich nóg.
- Już jesteś moja...tak blisko, na zawsze. - wyszeptał pomiędzy pocałunkami.
Piękna miniaturka ;D Kto by się spodziewał takiej Granger xD Bardzo fajna! Pisz szybko 1 rozdział, bo nie mogę się doczekać. Weny życzę! ;*
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
Usuń